<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Blog ~~MiChaeL_13;</title>
	<atom:link href="http://michael13.pl/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://michael13.pl</link>
	<description>MiChaeL_13</description>
	<lastBuildDate>Fri, 09 Apr 2010 09:25:48 +0000</lastBuildDate>
	<generator>http://wordpress.org/?v=2.9.2</generator>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
			<item>
		<title>Atak 8 bitów</title>
		<link>http://michael13.pl/2010/04/atak-8-bitow/</link>
		<comments>http://michael13.pl/2010/04/atak-8-bitow/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 09 Apr 2010 09:25:19 +0000</pubDate>
		<dc:creator>MiChaeL_13</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://michael13.pl/?p=268</guid>
		<description><![CDATA[PIXELS by PATRICK JEAN.
]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><object width="510" height="287"><param name="movie" value="http://www.dailymotion.pl/swf/video/xcv6dv"></param><param name="allowFullScreen" value="true"></param><param name="allowScriptAccess" value="always"></param><embed type="application/x-shockwave-flash" src="http://www.dailymotion.pl/swf/video/xcv6dv" width="510" height="287" allowfullscreen="true" allowscriptaccess="always"></embed></object><br /><b><a href="http://www.dailymotion.pl/video/xcv6dv_pixels-by-patrick-jean_creation">PIXELS by PATRICK JEAN.</a></b></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://michael13.pl/2010/04/atak-8-bitow/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Modlitwa elektryka</title>
		<link>http://michael13.pl/2010/04/modlitwa-elektryka/</link>
		<comments>http://michael13.pl/2010/04/modlitwa-elektryka/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 09 Apr 2010 09:18:41 +0000</pubDate>
		<dc:creator>MiChaeL_13</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>
		<category><![CDATA[elektronika]]></category>
		<category><![CDATA[elektryk]]></category>
		<category><![CDATA[wierszyk]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://michael13.pl/?p=266</guid>
		<description><![CDATA[Sygnale nasz, któryś jest w obwodzie,
Świeć się żarówki Twoje,
Przyjdź cewki Twoje,
Bądź moc Twoja,
Jako prąd stały tak i prąd zmienny,
Źródła naszego zastępczego daj nam dzisiaj,
I odpuść nam nasze wskazy,
Jako i my odpuszczamy naszym impedancjom,
I nie wódź nas na magnetyczne sprzężenie,
Ale nas zbaw ode zwarcia.
Amper.
]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Sygnale nasz, któryś jest w obwodzie,<br />
Świeć się żarówki Twoje,<br />
Przyjdź cewki Twoje,<br />
Bądź moc Twoja,<br />
Jako prąd stały tak i prąd zmienny,<br />
Źródła naszego zastępczego daj nam dzisiaj,<br />
I odpuść nam nasze wskazy,<br />
Jako i my odpuszczamy naszym impedancjom,<br />
I nie wódź nas na magnetyczne sprzężenie,<br />
Ale nas zbaw ode zwarcia.<br />
Amper.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://michael13.pl/2010/04/modlitwa-elektryka/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Całe to wojsko to super sprawa.</title>
		<link>http://michael13.pl/2010/04/cale-to-wojsko-to-super-sprawa/</link>
		<comments>http://michael13.pl/2010/04/cale-to-wojsko-to-super-sprawa/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 04 Apr 2010 10:59:29 +0000</pubDate>
		<dc:creator>MiChaeL_13</dc:creator>
				<category><![CDATA[wat]]></category>
		<category><![CDATA[wojsko]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://michael13.pl/?p=259</guid>
		<description><![CDATA[Droga Matulu, Drogi Tatku!
Dobrze mi tu. Mam nadzieję, że Wy, wujek Józek, ciotka Lusia, wujek Antoś, ciotka Hela, wujek Franek, ciotka Basia, wujek Rysiek oraz Heniek, Stefan, Garbaty Bronek, Mańcia, Rózia, Kachna, Stefa, Wandzia ze swoim Zenkiem i mój Zdzisiek też zdrowi.
Powiedzcie wszystkim, że to całe wojsko to super sprawa. Nasze Rokicice Górne się nie [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Droga Matulu, Drogi Tatku!</strong></p>
<p>Dobrze mi tu. Mam nadzieję, że Wy, wujek Józek, ciotka Lusia, wujek Antoś, ciotka Hela, wujek Franek, ciotka Basia, wujek Rysiek oraz Heniek, Stefan, Garbaty Bronek, Mańcia, Rózia, Kachna, Stefa, Wandzia ze swoim Zenkiem i mój Zdzisiek też zdrowi.</p>
<p>Powiedzcie wszystkim, że to całe wojsko to super sprawa. Nasze Rokicice Górne się nie umywajo. Niech szybko przyjeżdżajo i się zapisujo, póki som jeszcze wolne miejsca.</p>
<p>Najpierw było mi troche głupio, bo trza się w wyrku do 6-tej wylegiwać, że aż nieprzyzwoicie człowiekowi&#8230; Żadnych bydląt karmić, doić, gnoju wywozić, ognia w piecu rozpalać&#8230; Powiedzcie Heńkowi i Stafanowi, że trza tylko swoje łóżko zaścielić ( można się przyzwyczaić ) i parę rzeczy przed śniadaniem wypolerować.</p>
<p>Wszystkie facety muszo się tu codziennie golić, co nie jest jednak takie straszne, bo -uwaga- jest ciepła woda. Zawsze i o każdy porze!</p>
<p>Powiedzcie Zdziśkowi, że jedynie śniadania dajo tu trochę śmieszne, nazywajo je europejskim. Oj cinko się musi w tej Europie prząść, cinko&#8230; Jedno jajeczko, parę plasterków szynki i serka. Do tego jakieś ziarenka, co to by ich nawet nasze kury nie ruszyły, z mlikiem. Żadnych kartofli, słoniny, ani nawet zacierki na mliku! Na szczęście chleba można brać ile dusza zapragnie. ( Koledzy przezywajo mnie od tego Bochenek&#8230;) Na obiad to już nie ma problemów. Co prowda porcje jak dle dzieci w przedszkolu, ale miastowe to albo mało jedzo, albo mięsa wcale nie tkną&#8230; Chore to jakieś czy co..? Tak więc wszystko czego nie zjedzo przynoszą do mnie i jest dobrze.</p>
<p>Te miastowe to w ogóle dziwne jakieś som&#8230;Biegać to to nie potrafi. Bić się też nie&#8230; Mamy tu takie biegi z ekwipunkiem. No tak jak u nas co ranek, ino nie z wiadrami. Krótkie takie. Jak z naszy remizy do kościoła w Rokicicach Dolnych. Po dobiegnięciu na miejsce to miastowe tylko gały wybałuszajo i dyszo jak parowozy. Nie wiadomo dlaczego ale wymiotujo przy tym, i to czasami z krwią. Po 5-ciu kilometrach i to jeszcze w maskach ochronnych! A potem to trzeba ich z powrotem do koszar ciężarówkami zawozić, bo się już do niczego nie nadajo.</p>
<p>Na ćwiczeniach z walki wręcz to lekko takiego ściśniesz&#8230; i już ręka złamana! To pewnie z ty kawy co ją litrami chlejo, i przez to mięso, co go to nie jedzo&#8230;! Najsilniejszy jest u nas taki Kowalski z Rembowic koło Gałdowa, potem ja. No, ale un ma 2 metry i pewnie ze 120 kg, a ja 1,66 m i chyba z 72 kg&#8230;bo trochę mi się łostatnio od tego wojskowego<br />
jedzenia przytyło..</p>
<p>A teraz uwaga, będzie najśmieszniejsze! Koniecznie powiedzcie o tym wujkowi Ryśkowi, Garbatemu Bronkowi i mojemu Zdziśkowi. Mam już pierwsze odznaczenie za strzelanie!!! A tak mówiąc szczerze, to nie wiem za co&#8230; Ten czarny łeb na tej ich tarczy wielki jak u byka. I wcale się nie rusza jak te nasze dziki i zające. Ani nikt nie strzela do ciebie nazad,<br />
jak to u nas bracia Bylakowie, z tych ichniejszych dubeltówek. Naboje &#8211; marzenie&#8230;i w dodatku nie trzeba ich samemu robić! Wystarczy wziąć te ich nowiutkie giwery, załadować, i każdy co nie ślepy trafia bez celowania!</p>
<p>Nasz kapral to podobny do naszej belferki Gorcowej z Rokicic. Gada, wrzeszczy, denerwuje się, a i tak nie wiadomo o co  mu chodzi. Trochę się z początku na mnie zawziął i kazał biegać w samym podkoszulku, w deszczu, po placu apelowym. Dostał jednak raz ode mnie szklankę tego samogonu od wujka Franka i go o mało szlag nie trafił. Ganiał potem cały czerwony na pysku po tym samym placu, a potem przez pół dnia nie wychodził z kibla. Kazał mi następnego dnia rano butelkę tego frankowego samogonu do samego dna wypić. Na raz. No i co? I nic! Normalny samogon, taki jaki znam od dziecka. Kapral znowu wybałuszył gały, a tera ciągle gapi się na mnie podejrzliwie, ale mam już święty spokój. Powiedzcie wszystkim, że to całe wojsko to super sprawa. Niech szybko przyjeżdżają i się zapisują, póki są jeszcze wolne miejsca. Całuję Was wszystkich mocno (a szczególnie mojego Zdziśka)</p>
<p><strong>Wasza córka Marysia</strong></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://michael13.pl/2010/04/cale-to-wojsko-to-super-sprawa/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Szef kompanii</title>
		<link>http://michael13.pl/2010/03/szef-kompanii/</link>
		<comments>http://michael13.pl/2010/03/szef-kompanii/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 25 Mar 2010 18:52:40 +0000</pubDate>
		<dc:creator>MiChaeL_13</dc:creator>
				<category><![CDATA[wat]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://michael13.pl/?p=252</guid>
		<description><![CDATA[Tym co w wojsku służyli, nie         trzeba tłumaczyć kim jest szef kompanii. Szef kompanii &#8211;  wiadomo, jest         dla żołnierzy jak matka. O wszystkim pamięta, nie skrzywdzi,  zadba, o         wszystkim [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Tym co w wojsku służyli, nie         trzeba tłumaczyć kim jest szef kompanii. Szef kompanii &#8211;  wiadomo, jest         dla żołnierzy jak matka. O wszystkim pamięta, nie skrzywdzi,  zadba, o         wszystkim pomyśli i nie pozwoli się nudzić, oj nie pozwoli.  Szefem         kompanii jest zazwyczaj doświadczony chorąży lub starszy  podoficer w         randze sierżanta. W strukturze pododdziału &#8211; jakim jest kompania         wojska, rola szefa jest niepoślednia: dba on o zaopatrzenie         kwatermistrzowskie żołnierzy, albo jak kto woli logistyczne.<br />
Usytuowanie służbowe też ma szef nie najgorsze &#8211; podlega         bezpośrednio i jedynie dowódcy, mimo że w kompanii mogą być  jeszcze         oficerowie &#8211; dowódcy plutonów. Mając pełną świadomość pełnionej         roli i &#8220;swojego miejsca w szyku&#8221; niejeden szef dosadnie         potrafił dać do zrozumienia pozostałym żołnierzom &#8211; z dowódcami         plutonów włącznie, jaką to on jest personą i ile znaczy. Dowódca         kompanii zawsze był zainteresowany tym, aby dowodzony przez  niego         pododdział funkcjonował poprawnie i zazwyczaj nie wtrącał się w         poczynania szefa, wychodząc ze słusznego założenia, że jego         zadaniem jest dowodzić i szkolić żołnierzy, a od &#8220;liczenia         gaci&#8221; jest szef i kropka. Utarł się zwyczaj, że tylko w  wyjątkowych         sytuacjach dowódca interweniuje na &#8220;terytorium działań&#8221;         szefa kompanii.</p>
<p>Taki też model funkcjonowania i zachowania         kadry dowódczej funkcjonował w kompaniach akademickich Wojskowej         Akademii Technicznej.<br />
Kompania podchorążych to specyficzny pododdział. Żołnierz         tu co prawda inteligentny, zdyscyplinowany i świadomy &#8211; wszak  sami         ochotnicy ze średnim wykształceniem, ale trudny, trudny  podwójnie. Po         pierwsze: doskonale znający reguły i zasady służby wojskowej &#8211;  wszak         to przyszły oficer, a po drugie nie poddający się absolutnie         zupackiemu drylowi, który niestety dość często w zwykłych  koszarach         zastępuje rozsądne myślenie. Niełatwo było zatem niejednemu  szefowi         forsować swoje &#8220;reguły gry&#8221; w takim środowisku. Narażał         się co najmniej na &#8220;trudne&#8221; pytania podchorążych, pytania         jak najbardziej zgodne z regulaminem.</p>
<p>Szef jednej z takich właśnie kompanii, do         perfekcji opanował specyficzny styl zachowania, postępowania i         traktowania podległych mu podchorążych. Przyznać trzeba, że  swoje         obowiązki wykonywał rzetelnie i bez zarzutu, nigdy podchorążym         niczego nie brakowało, wszystko co potrzeba otrzymywali zgodnie z         przepisami i na czas. No może nie wszystko, ale o tym dalej.  Tegoż właśnie         szefa brać podchorążacka ochrzciła mianem &#8220;Belmond&#8221;. Nie         żeby mu dokuczyć, skądże znowu, po prostu dlatego, że stroił  miny         jak znany francuski aktor o podobnym nazwisku, oraz specyficznie  się         przemieszczał, tak właśnie przemieszczał, a nie chodził czy         maszerował. Na dodatek szef miał na imię Jan, więc wszystko  pasowało.<br />
Belmond uwielbiał przemieszczać się przed szykiem         kompanii z rękoma zaplecionymi z tyłu, z tułowiem lekko  wychylonym do         przodu i nieznacznie zadartą do góry brodą. Idąc tak dostojnie  przed         frontem wyprężonych podchorążych, od czasu do czasu łypnął  groźnie         i badawczo okiem, sprawdzając czy aby wszystko jest jak należy.         Niestety, przegląd taki praktycznie zawsze kończył się uwagami i         utyskiwaniem szefa, a &#8220;sprawca&#8221; przewinienia był surowo i         szczegółowo napiętnowany.<br />
Erudytą to Belmond zbyt wielkim nie był, ale lubił         przemawiać do podchorążych, oj lubił. Miał też zapewne  świadomość,         że oto stoi przed żołnierzami, którzy oczekują od niego  wypowiedzi         kwiecistych, precyzyjnych, zwięzłych i poprawnych stylistycznie.         Widział, że nie może pozwolić sobie na jąkanie, dukanie, czy nie         daj Boże owijanie w bawełnę. Miał ambicję przemawiać wzniośle i         patetycznie. Wyszukiwał do tych przemówień zwrotów, jego  zdaniem,         niepoślednich, ale chcąc zapewne popisać się swoją elokwencją, w         najmniej oczekiwanych momentach wplatał wyszukane słowa &#8211; co  prawda         nie zawsze trafnie. Jaki był tego skutek nie trudno przewidzieć,  no         ale cóż, szef to szef, a szefa słuchać trzeba. Efekty tych         &#8220;oratorskich&#8221; wystąpień bywały różne. Kilka tego typu         przykładów utkwiło w pamięci i było przekazywane kolejnym         pokoleniom podchorążych.</p>
<p>Zdarzyło się, że kompania akademicka         musiała przenieść się z jednego akademika do drugiego, zapewne z         powodu remontu. W sąsiedztwie internatów był budynek poczty.  Belmond         podsumował akcję przenosin kwiecistą informacją:<br />
<em>- Widzicie podchorążowie, mieszkaliście do niedawna         exeqvo poczty, a teraz mieszkać będziecie apropos poczty.</em></p>
<p>Były takie czasy, że wszelkiego rodzaju         gry hazardowe były w akademikach podchorążych niedopuszczalne.         Nakazami prawdopodobnie usiłowano skłonić wojskowych studentów  do         wytężonej nauki, tępiąc wszelkie zachowania &#8220;rozpraszające&#8221;         typu gra w brydża, lub, co nie daj Boże, w pokera. Na nic się to         jednak zdało. Towarzystwo &#8220;rąbało&#8221; roberka jednego za         drugim. Zdarzyło się jednego razu, że Belmond wszedł na salę  właśnie         w chwili gdy rozgrywano szlemika w piki z kontrą, a gracze za  żadne         skarby nie chcieli przerwać rozgrywki. Tego już było dla  Belmonda za         dużo, skonfiskował talię kart, a na najbliższym apelu  skonfudował         winowajców mówiąc:<br />
<em>- Widzicie podchorążowie- rozpasanie na salach  żołnierskich         się szerzy, są tu tacy pośród was, co to schodzą się do sali po  dwóch,         trzech, i grają w brydża.</em></p>
<p>Ulubionym &#8220;konikiem&#8221; Belmonda były         porządki. Zgodnie z regułą: co musi mieć żołnierz pod łóżkiem?         Wiadomo &#8211; porządek. No czego jak czego, ale porządku to nigdy  podchorążowie         nie mieli, a Belmond się na tym znał jak mało kto. Choćby nie  wiem         jak wyczyścili wszystkie szpary i nawet koce na łóżkach         wykrochmalili, to i tak było źle. Tak to już było i koniec.  Podczas         permanentnych kontroli porządków na salach żołnierskich Belmond         zawsze coś znalazł. Każdy z podchorążych miał szafkę nocną z         szufladkami, w których przechowywano przybory osobiste, ale &#8230;.         zgodnie z ustaloną przez Belmonda regułą. Szef uznał, że np.         szczoteczce do zębów &#8220;należy się leżeć&#8221; w górnej lewej         przegródce, włosiem skierowanym w prawo, i nie inaczej.  Niektórzy za         Boga nie chcieli się z tym pogodzić, chcąc zapewne chociaż w  szafce         z przyborami toaletowymi mieć tę odrobinę prywatności. Nic z  tego.         Szef konieczność podporządkowania się jego nakazom wytłumaczył         obrazowo w sposób następujący:<br />
<em>- Bo to widzicie podchorążowie, będziecie mieli żonę,         a żona jak to żona, czasem w nocy wyrazi zapotrzebowanie, a wy  co,         podchorążowie? W nocy, w szafce nocnej będziecie grzebać? Nie,  wy         nie możecie grzebać, wy musicie sięgnąć do szufladki i pewnie         namacać te &#8211; no co namacać, podchorążowie? &#8211; prerogatywy.</em></p>
<p>Biada temu, który podczas przemówień         szefa nie zachował należytej powagi i zachichotał po kryjomu.  Belmond         szczególnie był wyczulony na tego rodzaju zachowania, w lot  zauważał         delikwenta, a nieroztropny podchorąży stawał się jego osobistym         wrogiem. Nigdy nie przepuścił żadnemu uśmieszkowi błąkającemu  się         po obliczu podchorążego. Wszędzie węsząc utajoną kpinę i         szyderstwa szef, przechodząc dostojnie wzdłuż szyku, często  wykonywał         nagły zwrot w tył i lustrował dopiero co miniętych w szyku  podchorążych.<br />
Jednego razu zdarzyło się, że wielkiej poczciwości         podchorąży Kazio zaciął się przy goleniu, ale tak jakoś         niefortunnie, że krwawienie powstało na czole. To fakt, że  raczej         trudno się tam zaciąć, ale cóż, zdarzyło się. Kazio szybko  zakleił         papierkiem krwawienie i biegiem na apel. Papierek przemókł i  Kazio         wyglądał jak pirat. Nie uszło to oczywiście wnikliwej obserwacji  i         uwadze Belmonda. Dostojnie przeszedł wzdłuż dwuszeregu,  oczywiście         za pierwszym razem udając, że nic nie postrzega. Wracając  zatrzymał         się nagle przed Kaziem i podejrzliwym, syczącym szeptem zapytał:<br />
<em>- Z kim żeście się podchorąży bili?</em><br />
No o co jak o co, ale o bójkę to Kazia nie można było         podejrzewać. Ten dusza człowiek zamarł na moment i z trudem  wykrztusił:<br />
<em>- Z nikim, panie sierżancie, zarżłem się przy         goleniu.<br />
</em><em> </em>Belmond podejrzliwie spojrzał, ruszył kilka         kroków do przodu, zatrzymał się, postał chwilę, przemyślał  sprawę,         po czym błyskawicznie zawrócił i wygłosił tyradę:<br />
<em>- Wy podchorąży nie oszukujcie szefa, mężczyzna         porasta w wielu miejscach, ale nie na czole.</em></p>
<p>Jednym z wielu obowiązków podchorążego         była punktualność. Nie mogło być mowy o spóźnieniach na wykłady,         zajęcia liniowe, stołówkę, do łaźni czy gdziekolwiek. Tak  stanowił         regulamin, taka była dyscyplina, a podchorążacka brać to  przecież         przyszli oficerowie. Na co dzień z punktualnością nie było źle.         Akademickie życie podchorążych było unormowane we wszystkich  prawie         obszarach. Stąd wzięło się zapewne powiedzonko: Podchorąży  zawsze         zdąży.<br />
Niestety najgorzej było z punktualnym powrotem z         przepustek. Już doświadczona Telimena mówiła &#8220;Serce nie sługa,         nie zna co to pany, przemocą nie da zakuć się w kajdany&#8221;.         Podchorążowie to strasznie kochliwe stworzenia, prawie każdy  wzdychał         do swojej Heloizy, więc i przepustki były wykorzystywane do  maksimum.         Belmond, któremu dowódca kompanii poruczył &#8220;gospodarowanie&#8221;         przepustkami, dość niechętnie ich udzielał, robiąc przy okazji  ich         wydawania swoisty teatr. Prawdziwe tortury przeżywał jednak  Belmond         gdy się okazywało &#8211; zazwyczaj na poniedziałkowym apelu porannym,  że         oficer dyżurny stwierdził i zapisał spóźnione powroty z  przepustek.         Spóźnienia zazwyczaj wcale nie były zawinione przez  podchorążych,         niektórym czas powrotu do akademika determinował po prostu czas         przyjazdu pociągu lub autobusu. Nie było to jednak żadnym  wytłumaczeniem         dla Belmonda.<br />
Jednego razu, doprowadzony już do rozpaczy z powodu         kolejnych sygnałów o spóźnieniach, postanowił drastycznie  ograniczyć         wydawanie przepustek, chcąc zapewne tym sposobem skończyć z         rozpasaniem i brakiem dyscypliny podwładnych. Swój nieutulony  ból i         wielki gniew postanowił skupić na całkiem spokojnym podchorążym         Bartoszewskim, który co prawda permanentnie z przepustek się  spóźniał,         ale to za sprawą autobusu, nie kursującego niestety punktualnie  wg         rozkładu, i co najgorsze, nie podlegającego jurysdykcji szefa         kompanii. Belmond, chcąc zapewne srodze i przykładowo ukarać  tegoż         podchorążego całkowitym i absolutnym zakazem wyjścia na  przepustki,         obmyślił przemówienie. W kolejny feralny poniedziałek, w czasie         porannego apelu, szef po raz trzeci przedefilowawszy przed  frontem         kompanii, nagle się zatrzymał, wykonał zwrot i patrząc groźnie  na         podchorążych ogłosił:<br />
<em>- Podchorążowie, przepustki, rozumiecie: za dużo,         wszystko, nic. Na przepustki: dwóch, trzech, ewentualnie  podchorąży         Bartoszewski.</em></p>
<p>Sierżant Belmond lubił się napawać swoją         władzą, oj lubił. Zgodnie z regulaminem posiadał władzę         dyscyplinarną w stosunku do wszystkich podchorążych kompanii         akademickiej. Nie była to władza zbyt wielka, ale jak mawiał sam         Belmond, wystarczyła aby <em>&#8220;nękać niezdyscyplinowanego  żołnierza&#8221;</em>,         niezdyscyplinowanego oczywiście w przekonaniu samego szefa  kompanii.         Podpaść Belmondowi można było za byle co: za uśmieszek na apelu,  za         &#8220;bałagan&#8221; w szafce nocnej, za spóźnienie i za wiele innych         rzeczy. Unikali go zatem wszyscy jak tyko mogli. Świadom tego  stanu         rzeczy Belmond wyrobił sobie swoisty sposób &#8220;pozyskiwania&#8221;         ofiar. Często bywało, że po apelu przywoływał do siebie jednego z         funkcyjnych &#8211; pomocnika dowódcy plutonu, i wydawał dyspozycję:<br />
<em>- Podchorąży, przygotujcie mi dwóch ludzi do raportu.<br />
</em>Raportu oczywiście karnego, ale kogo i za co, tego już         Belmond nie raczył mówić, i z czasem podchorążowie losowali, kto         tym razem stanie na godzinę lub więcej przed obliczem szefa i  będzie         wysłuchiwał jego przemyśleń na temat<em> &#8220;dyscypliny i porządku         w pododdziele&#8221;.</em><br />
Zdarzyło się, że jednego razu po apelu, zdegustowany         Belmond wydał polecenie funkcyjnemu:<br />
<em>- Pomocnik, przedstawcie mi podchorążego </em>- w domyśle         oczywiście do raportu karnego, czego już nie raczył jak zwykle  dodać.<br />
Na tak precyzyjne polecenie, rezolutny pomocnik dowódcy         plutonu nie stracił rezonu, tylko, jak na dobrze wychowanego  młodego         człowieka z warszawskiej Pragi przystało, wskazał na stojącego  obok         w szeregu kolegę i służbiście zameldował:<br />
<em>- Panie sierżancie, to jest właśnie podchorąży Piłat.<br />
</em>Stłumiony, ale wyraźnie słyszalny chichot przebiegł         wzdłuż szeregu podchorążych. Gdyby wzrok Belmonda mógł zabijać,         nieszczęsny funkcyjny padłby zapewne jak rażony gromem. Całe  zajście         zakończyło się raportem karnym &#8211; tym razem jednak dla pomocnika.</p>
<p>Belmond bardzo nie lubił aby zadawano mu         jakiekolwiek pytania. Wynikało to zapewne z przekonania, że jego  działania         są tak doskonałe, że nie mogą budzić jakiekolwiek wątpliwości,  zaś         wydawane polecenia tak precyzyjne, jasne i oczywiste, że nikomu  nie może         przyjść do głowy aby czegoś nie zrozumieć, czy broń Boże mieć         jakieś wątpliwości. Prawdziwe katusze przeżywał jednak w  sytuacji         gdy podlegli mu żołnierze czegoś chcieli lub o coś pytali.  Podchorążowie         w lot wyczuli, że to jest słaba strona szefa i postanowili         perwersyjnie ją wykorzystać. Wiedzieli, że nic tak nie irytuje  szefa         jak publicznie zadane pytanie, na które on &#8211; zgodnie  regulaminem,         powinien udzielić odpowiedzi.<br />
Na zakończenie jednego z przydługich apeli, na którym         szef omówił po raz kolejny fatalny stan porządków w salach  żołnierskich,         totalne rozprzężenie dyscyplinarne, nieprzestrzeganie przepisów         mundurowych, itd. itp., Belmond zawiesił głos i dając wyraźnie  do         zrozumienia że pyta li tylko pro-forma, zapytał regulaminowo,  czy aby         przypadkiem podchorążowie nie mają jakichś pytań do niego.         Zazwyczaj nigdy ich nie mieli, chcąc jak najszybciej udać się do         swoich zajęć i nie słuchać dłużej kwiecistych wywodów szefa. Tym         razem było jednak inaczej. Jakież było zdziwienie i przerażenie         Belmonda, gdy jeden z podchorążych z drugiego szeregu,  klepnąwszy         regulaminowo poprzednika w ramię, wystąpił krokiem defiladowym  przed         szyk i zapytał:<br />
<em>- Panie sierżancie, kiedy otrzymamy logarytmy, bo na         innych kompaniach już wydawali?<br />
</em>Szefa zamurowało, no bo jak to możliwe, że on nic         nie wie o jakichś logarytmach, które na dodatek już gdzieś tam         wydawali. Zmieszanie przebiegło przez jego oblicze. Zgodnie  jednak ze         swoim zwyczajem założył ręce w tył, dostojnie przemaszerował tam  i         z powrotem przed frontem pododdziału, zatrzymał się przed  pytającym         i patrząc na niego bazyliszkowym wzrokiem udzielił precyzyjnej         odpowiedzi:<br />
<em>- W swoim czasie podchorąży, w swoim czasie.<br />
</em>Logarytmy musieli sobie oczywiście podchorążowie         przyswoić sami, na wykładach z matematyki.</p>
<p>Belmond też potrafił zaskoczyć podległych         mu żołnierzy. Bardzo to zresztą lubił. Z przyzwyczajenia bacznie         obserwował podchorążych i jeśli mu się coś nie spodobało to  zaraz         udzielał pouczeń, chcąc wywołać u sprawcy poczucie winy i  strach.         Zdarzyło się, że jednego dnia zauważył dwóch podchorążych  wracających         ze stołówki lub biblioteki. Szli sobie alejką roześmiani, a  jakże,         pasy lekko poluzowane zwisały swobodnie, czapki niedbale  przesunięte         na tył głowy. Belmond stanął za drzewem i poczekał aż podejdą  bliżej.         Gdy byli kilka kroków od niego, wyszedł znienacka na żwirowaną  alejkę         i celując palcem prosto w pierś jednego z podchorążych, głosem         zwiastującym głębokie oburzenie zapytał wprost:<br />
<em>- A was dwóch podchorążowie, to co za jeden?</em></p>
<p>Trzeba przyznać, że spod ręki         Belmonda &#8220;wyszło&#8221; wielu oficerów. Niektórzy objęli bardzo         eksponowane i odpowiedzialne stanowiska, i jak na jego  podopiecznych         przystało, doskonale sobie radzą.<br />
Nie ma chyba jednak takiego spotkania koleżeńskiego byłych         podchorążych, na którym nie wspominano by &#8220;kwiecistych&#8221;,         osobliwych i niezwykle oryginalnych wystąpień i zachowań         niezapomnianego szefa kompanii.</p>
<p><strong>Kazimierz Dymek</strong></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://michael13.pl/2010/03/szef-kompanii/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Kobiety</title>
		<link>http://michael13.pl/2010/03/kobiety/</link>
		<comments>http://michael13.pl/2010/03/kobiety/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 21 Mar 2010 22:35:25 +0000</pubDate>
		<dc:creator>MiChaeL_13</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://michael13.pl/?p=249</guid>
		<description><![CDATA[
Dylemat wielu kobiet: być różą czy kolcem? 
]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://michael13.pl/wp-content/uploads/2010/03/DSC_0366.jpg" alt="" title="DSC_0366" width="500" height="800" class="aligncenter size-full wp-image-250" /></p>
<blockquote><p>Dylemat wielu kobiet: być różą czy kolcem? </p></blockquote>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://michael13.pl/2010/03/kobiety/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Hymn Podchorążego WAT</title>
		<link>http://michael13.pl/2010/03/hymn-podchorazego-wat/</link>
		<comments>http://michael13.pl/2010/03/hymn-podchorazego-wat/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 20 Mar 2010 20:58:38 +0000</pubDate>
		<dc:creator>MiChaeL_13</dc:creator>
				<category><![CDATA[wat]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://michael13.pl/?p=235</guid>
		<description><![CDATA[Gdy do wojskowej przyszliśmy szkoły
Wszyscy myśleli “Nie będzie źle”.
Każdy z nas młody był i wesoły,
I wszyscy razem cieszyli się.
Zawsze na baczność, nigdy na spocznij,
Padnij i powstań w błoto i śnieg.
Nie ma komendy “pluton odpocznij”.
“Skokami naprzód pluton bieg!!!”
Ref. Więc pijmy wino Podchorążowie,
Utopmy smutek w rozbitym szkle.
Że jest nam smutno &#8211; nikt się nie dowie,
Że jest nam [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Gdy do wojskowej przyszliśmy szkoły<br />
Wszyscy myśleli “Nie będzie źle”.<br />
Każdy z nas młody był i wesoły,<br />
I wszyscy razem cieszyli się.<br />
Zawsze na baczność, nigdy na spocznij,<br />
Padnij i powstań w błoto i śnieg.<br />
Nie ma komendy “<em>pluton odpocznij</em>”.<br />
“<em>Skokami naprzód pluton bieg!!!</em>”</p>
<p><em>Ref. Więc pijmy wino Podchorążowie,<br />
Utopmy smutek w rozbitym szkle.<br />
Że jest nam smutno &#8211; nikt się nie dowie,<br />
Że jest nam dobrze &#8211; każdy wie.</em></p>
<p>Jedziesz do domu uradowany,<br />
Że Twoja Miła wciąż czeka Cię.<br />
Wracasz z urlopu rozczarowany.<br />
Bo Ukochana rzuciła Cię.<br />
Lecz kiedy Miła do ciebie wrócę<br />
I już na zawszę będę Twój.<br />
Chcę byś wiedziała, że jestem z WAT-u.<br />
A nie ze zmechu jak byle chuj.</p>
<p><em>Ref. Gdy już będziemy oficerami.<br />
Wódkę wiadrami będziemy pić,<br />
Całować panny, ruchać mężatki,<br />
Po oficersku będziemy żyć.</em></p>
<p>Przeminą czasy gdy te kutasy.<br />
Kiedyś na baczność stawiali nas.<br />
My tu wrócimy, ich postawimy.<br />
Jak niegdyś oni stawiali nas.</p>
<p><em>Ref.Wiec pijmy zdrowie Oficerowie,<br />
Gdzie nasze zdrowie sprzed tylu lat?<br />
Nikt się nie dowie Oficerowie,<br />
Że nasze zdrowie zabrał WAT.</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://michael13.pl/2010/03/hymn-podchorazego-wat/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
